Przejdź do głównej zawartości

Posty

Nikt nie wygra na kryzysie

Jestem zażenowany rozważaniami nad tym, kto politycznie zyska na dziejącym się już kryzysie gospodarczym jako następstwem zatrzymania polskiej i światowej gospodarki z powodu epidemii koronawirusa. To, że rząd i partia rządząca będą mieli kłopoty z utrzymaniem władzy, ponieważ bardzo prawdopodobne jest, że będzie musiał ograniczyć 500+ z wyłączeniem przynajmniej osób zamożnych (te kryteria powinny funkcjonować od początku), prawdopodobnie trzeba będzie zlikwidować 300 zł wyprawki szkolnej, raczej nie utrzyma się trzynasta emerytura, a o czternastej emeryturze należy zapomnieć na dziesięciolecia, ale to jeszcze nie oznacza, że na stratach PiS zyska opozycja. Platforma Obywatelska jest partią tak bardzo racjonalną, że aż momentami nudną. Żaden liczący się przedstawiciel tej partii nie powie, że np. trzeba zacząć drukować pieniądze albo – jak przed laty Andrzej Lepper – że należy rozdać ludziom rezerwy Narodowego Banku Polskiego. PO może proponować i zapewne będzie proponowała rozwiązania...

Śmieszy mnie szok władzy

Jeśli w obliczu walki ze śmiertelną chorobą może być cokolwiek zabawnego, to mnie nieustannie bawi to, jak kolejni prominenci partii rządzącej lub z nią powiązani odkrywają, że prawdziwe zarządzanie państwem to nie są grepsy Bielana i bzdury opowiadane w „Wiadomościach” TVP. Ostatnio szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk na pytanie, co się stanie, jeśli przez organizację wyborów w czasie epidemii ludzie zaczną się masowo zarażać, odparł „nie jestem wirusologiem”. Nie jest. Szerszej publiczności znany jest z przemilczania majątku w oświadczeniach majątkowych oraz z tego, że skutecznie przekupił Bezpartyjnych Samorządowców z sejmiku województwa dolnośląskiego, aby zawiązali koalicję z PiS, a nie z Koalicją Obywatelską. Zresztą, rząd PiS zaraz Bezpartyjnych Samorządowców koncertowo oszukał, gdy idzie o załatwienie spraw zawartych w porozumieniu koalicyjnym. Premier Morawiecki przekonuje się, że snucie wielkich wizji rozwojowych już na nikim nie robi wrażenia, ponieważ jeśli personel me...

Kapiszon Gowina

Miało być wielkie „bum”, utrata sejmowej większości przez Prawo i Sprawiedliwość, upadek rządu Mateusza Morawieckiego i wywrócenie sceny politycznej w naszym kraju do góry nogami. Konferencja prasowa Gowina najpierw miała być o 10:30, potem o 12:00, a ostatecznie była ok. 13:00. Wicepremier i minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin wyszedł do dziennikarzy wraz z kilkorgiem swoich ludzi i zaproponował zmianę konstytucji. Już wtedy wiedziałem, że przegrał swoją grę z Jarosławem Kaczyńskim o poszerzenie wpływów. Gowin zaproponował, aby zmieniono ustawę zasadniczą w taki sposób, aby kadencja głowy państwa trwała siedem lat, ale za to bez możliwości reelekcji. Aby złożyć projekt zmiany konstytucji potrzeba 90 podpisów, a Gowin ma tylko osiemnastu „swoich” posłów. Jeśli do jego partii nie przystąpiło nagle kilkudziesięciu nowych parlamentarzystów, jego pomysł jest ściemą. Moim zdaniem najbardziej prawdopodobny scenariusz polega na tym, że Jarosław Kaczyński wypuścił Jarosława Go...

Wielka przykrywka

Politycy Prawa i Sprawiedliwości po przejęciu władzy w 2015 roku jednego nauczyli się od Donalda Tuska i jego zaplecza z Kancelarii Premiera w czasach, gdy był szefem rządu – narzucania mediom wygodnych dla władzy tematów, którymi cały dzień zajmują opinię publiczną, a politycy w tym czasie mogą zajmować się sprawami ważnymi dla siebie. Zasadnicza różnica polega na tym, że dziś centrum zarządzania krajem jest w siedzibie PiS, a nie w KPRM oraz na tym, że politycy PiS zajmują się wyłącznie umacnianiem swoich wpływów – rządzenie krajem w znaczeniu jego modernizacji lub systemowego rozwiązywania codziennych problemów zwykłych ludzi nie interesuje ich już ani trochę. Pokazywanie znienacka zmian w Kodeksie Wyborczym to taka klasyczna wrzutka, którą mają żyć media, a za nimi opinia publiczna. Politycy PiS doskonale zdają sobie sprawę, że kontrolowany przez opozycję Senat zablokuje każde zmiany w prawie o charakterze majstrowania przy wyborach, choćby przez wykorzystanie trzydziestodniowego l...

Nikt już nie uwierzy w koniec demokracji

Popełniliśmy wielki błąd. My, czyli opozycja wobec Prawa i Sprawiedliwości – polityczna, uliczna, branżowa – każda. Zbyt szybko uznaliśmy, że obserwujemy koniec demokracji, gdy PiS zawłaszczało Trybunał Konstytucyjny, aby zniszczyć go z pełnym ceremoniałem. Opozycja polityczna uległa presji części mediów, które z kolei uległy presji środowisk prawniczych mocno zblatowanych przez swoje najgłośniejsze persony z najgłośniejszymi nazwiskami środowiska dziennikarskiego. Opozycja polityczna, która generalnie była przez media wytykana palcami, wtedy była na tyle słaba, że uległa presji kilku społecznych radykałów, którym kilka razy udało się wyprowadzić na ulice w ramach protestów sporą grupę obywateli, jak na polskie normy liczebności manifestacji, ale jednak zaledwie ułamek wyborców opozycji i promil tych mieszkańców naszego kraju, którym nie jest wszystko jedno. Trybunał Konstytucyjny upadł i świat się nie zawalił. To pewnie dlatego, że nie w każdym kraju na świecie jest sąd konstytucyjny ...