Przejdź do głównej zawartości

Posty

Konserwatywno-liberalny kurs PO jest słuszny

Przewodniczący Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna w wywiadzie dla tygodnika „Do rzeczy” zapowiedział, że kierowana przez niego partia wróci do swojego konserwatywno-liberalnego rdzenia. Środowiska lewicowe już się oburzają, ale to szef PO ma rację. Platforma Obywatelska nigdy nie była lewicowa, a na udawaniu lewicowej nic nie zyskała. Społeczeństwo w Polsce jest liberalno-konserwatywne, działacze PO i wyborcy PO są konserwatywni i liberalni. Grzegorz Schetyna ma rację, że na kwestiach bliskich środowiskom LGBT nie wygra się wyborów parlamentarnych i ma rację, że elektorat socjalny został zagospodarowany przez PiS. Absurdalne są oczekiwania środowisk lewicowych, że Grzegorz Schetyna będzie reprezentował ich interesy, bo nie powinien i nie będzie. Na reprezentowaniu tych środowisk Platforma Obywatelska niczego nie zyska po lewej stronie, a może dużo stracić po stronie prawej i w centrum.

Rok prezydenta Dudy rokiem straconym dla Polski

Jako ten, który głosował na prezydenta Bronisława Komorowskiego, wobec jego następcy nie miałem wybujałych oczekiwań, a przede wszystkim nie miałem złudzeń, bo jestem realistą. Prezydent Andrzej Duda zaczął swoją kadencję od odmowy spotkania z urzędującą wtedy premier Ewą Kopacz. Można Kopacz nie lubić, można uważać, że była nieudolnym premierem – sam tak uważam. Obowiązkiem prezydenta było jednak spotkać się z szefową rządu, choćby w imię zwykłego szacunku jeśli nawet nie dla osoby, to chociaż do urzędu, który sprawuje. Do spotkania z Dudą doszło dopiero wtedy, gdy po przegranych wyborach Kopacz składała dymisję swojego rządu. Prezydent jednak nawet wtedy nie podziękował ustępującej premier i ministrom za pracę dla Polski. Gdy rząd się zmienił, prezydent wygłosił mowę poddańczą wobec prezesa rządzącej partii oraz ułaskawił kilku swoich kolegów kolegów – m.in. Mariusza Kamińskiego. Zrobił to mimo braku prawomocnego wyroku sądu, a więc złamał prawo. W międzyczasie zdążył poskarżyć si...

To nie jest czas na liberalizację prawa aborcyjnego

Tak zwana lewica złożyła w Sejmie obywatelski projekt ustawy liberalizujący prawo aborcyjne. Rozumiejąc to, że każdy, kto zbierze odpowiednią liczbę podpisów może złożyć w parlamencie dowolny projekt ustawy na dowolny temat, jestem postawą środowisk lewicowych szczerze i głęboko zażenowany. Trzeba nie mieć pojęcia o polityce i kompletnie rozmijać się z rzeczywistością, żeby tu i teraz w Polsce składać w parlamencie projekt ustawy dotyczący liberalizacji aborcji. Rozumiem, że sytuacja lewicy jest dziś w Polsce fatalna, bo najpierw z kretesem przegrała wybory do sejmików województw, potem wybory prezydenckie, aż w końcu wylądowała poza Sejmem i rozumiem, że sytuacja ta może u liderów tych środowisk powodować potężną frustrację. Dziś w polskim parlamencie dominuje samodzielna większość Prawa i Sprawiedliwości w obu jego izbach, a w Sejmie ta większość ma dodatkowo wsparcie klubu Kukiza. Jasno zatem widać, że w tym parlamencie nie ma żadnych szans na liberalizację prawa aborcyjneg...

Powstańcy z willi na Żoliborzu

Jeśli nie jesteś tutaj pierwszy raz, zauważyłeś pewnie, że nie piszę o sporcie, o wydarzeniach międzynarodowych i o historii. Nie lubię lubię tych tematów, a kocham politykę więc to o niej piszę najczęściej. Dziś jednak postanowiłem zrobić wyjątek, ponieważ historia splata się z teraźniejszością, a u podstaw tego splotu znajduje się brudna polityka w najczystszej postaci. Niech wszystko będzie jasne od pierwszego, do ostatniego akapitu tego tekstu: Uważam, że Powstanie Warszawskie było narodową katastrofą i potworną głupotą jego pomysłodawców. Ci, którzy wysłali na śmierć kilkanaście tysięcy walczących oraz przyczynili się do śmierci około dwustu tysięcy cywilów i zrujnowania miasta, powinni być wtedy rozstrzelani, a dziś raz na zawsze okryci hańbą. Nie jest to jednak powód, by ci, którzy walczyli ryzykując własnym życiem, byli dziś, w 2016 roku, upokarzani i to upokarzani przez najwyższe władze naszego kraju. Jest wyjątkową podłością ciąganie po sądach lustracyjnych 99-letniego ...

Apel smoleński jak kukułka w zegarze

Minister obrony narodowej Antoni Macierewicz uczynił farsę z pamięci o tych, którzy zginęli w katastrofie lotniczej 10 kwietnia 2010 r. Robił to zresztą na długo przed objęciem MON, ale dziś ma to wymiar szczególny i jest szczególnie przerażające. Macierewicz zdecydował, że na wszystkich uroczystościach państwowych z udziałem wojskowej asysty ma być odczytywany apel smoleński, gdzie ofiary katastrofy komunikacyjnej są „poległymi”, jak ci, którzy walcząc na wojnie zapłacili cenę własnej krwi i własnego życia. Nie ma racjonalnych podstaw, by tragiczne wydarzenia sprzed sześciu lat były mieszane do obchodów rocznic ważnych i tragicznych sprzed lat kilkudziesięciu, które miały charakter wojny i walki z bronią w ręku. Ponieważ racjonalizm nie jest cechą dominującą obecnego prezydenta i rządu, a szczególnie ministra obrony narodowej, postanowiono, że katastrofa smoleńska zostanie „doklejona” do obchodów rocznicy Powstania Warszawskiego z 1944 roku, które odbywają się w Warszawie 1 s...